Warto wiedzieć

Wilcze Echa

Wilcze Echa

Wilcze echa” (pre­miera 1968 r.) to je­den z pierw­szych pol­skich we­ster­nów  z Bruno O’Yą w roli głów­nej, od­wo­łu­jący się do au­ten­tycz­nych wy­da­rzeń od­no­to­wa­nych w pro­to­ko­łach z biesz­czadz­kich po­ste­run­ków milicyjnych.

Akcja filmu roz­grywa się w 1949 roku, a jej mo­to­rem jest kasa puł­kowa ukryta w la­sach przez roz­bitą sot­nię ukra­iń­ską, którą chce zdo­być grupa ra­bu­siów. Z tym re­gio­nem po­wią­zana jest nie tylko fa­buła filmu, ale i miej­sce jego pro­duk­cji. Sceny w mia­steczku krę­cono w Ustrzykach Dolnych, z ko­lei ple­nery na Połoninach: Caryńskiej i Wetlińskiej.

W sa­mym cen­trum Ustrzyk Dolnych, nad Strwiążem roz­le­gają się strzały, sły­chać tę­tent ga­lo­pu­ją­cych koni, bie­gają uzbro­jeni mi­li­cjanci w sta­rych dre­li­cho­wych mun­du­rach… Tłumek lu­dzi przy­gląda się z wielki za­in­te­re­so­wa­niem tym dra­ma­tycz­nym wy­da­rze­niom, które przy­ku­wają ich uwagę już od kilku dni. Tylko szum ka­mer i okrzyki prze gło­śnik – uwaga, po­wta­rzamy scenę – świad­czą, iż po pro­stu je­ste­śmy świad­kami krę­ce­nia filmu” – tak w 1967 roku re­la­cjo­no­wał po­wsta­wa­nie filmu „Wilcze Echa” Jan Grygiel, dzien­ni­karz pod­kar­pac­kiego „Widnokręgu”. Jak wy­nika nie tylko z jego re­la­cji, ale i współ­cze­snych wspo­mnień miesz­kań­ców Ustrzyk – było to ogromne wy­da­rze­nie. W końcu zje­chały tam nie lada sławy, ta­kie jak es­toń­ski ak­tor Bruno O’ya, czy Marek Perepeczko.

Filmowano oko­lice nie­ist­nie­ją­cej już Stacji PTTK, te­renu daw­nego Kombinatu Drzewnego PPD gdzie stoi dziś Hala firmy „Polbuk”. Jednak więk­szość scen krę­cono przy ul. Nadbrzeżnej w są­siedz­twie wspo­mnia­nej rzeki Strwiąż, sły­ną­cej także z tego, ze jako je­dyna w Polsce wpada do Morza Czarnego.

- Specjalnie na po­trzeby filmu prze­ro­biono strych w jed­nej z ka­mie­nic przy ul. Nadbrzeżnej na bar o na­zwie „Rast” – wspo­mina pani Maria, miesz­kanka Ustrzyk, która miała oka­zję bez­po­śred­niego kon­taktu z Bruno O’Yą. Aktor pod­czas re­ali­za­cji kar­ko­łom­nej sceny skoku z ko­nia na mo­stek, prze­żył dwu­krot­nie groźny upa­dek z ko­nia. Dodać trzeba, że ak­tor do­piero na po­trzeby tego filmu uczył się jazdy kon­nej. W efek­cie tra­fił do dziś nie­ist­nie­ją­cego już szpi­tala w Ustrzykach Dolnych z po­dej­rze­niem wstrzą­śnie­nia mó­zgu i urazu krę­go­słupa. Właśnie tam pani Maria, która pra­co­wała tam wtedy jako pie­lę­gniarka i oso­bi­ście da­wała mu za­strzyk na aby za­po­biec ewen­tu­al­nemu obrzę­kowi mó­zgu. Do dziś pa­mięta po­ru­sze­nie, ja­kie wzbu­dził przy­stojny ak­tor w ca­łym szpi­talu. Bruno ko­niecz­nie chciał wyjść z niego od razu. Doszło na­wet do słow­nej sprzeczki z le­ka­rzem, który ko­niecz­nie chciał za­trzy­mać ak­tora. Pani Maria z uśmie­chem wspo­mina to wy­da­rze­nie, bo le­karz był nie­zwy­kle ni­ski, co przy ro­słym wzro­ście O”Yi (2 m) wy­glą­dało bar­dzo za­baw­nie. Aktor oczy­wi­ście po­sta­wił na swoim. Ze wzro­stem gwiazdy „Wilczych ech” wiąże się także za­bawna aneg­dota. W „Widnokręgu” bo­wiem, na­pi­sano, że Bruno ma 2, 07 m wzro­stu. Oburzony ta in­for­ma­cją ak­tor zro­bił eki­pie awan­turę, a Nawet usi­ło­wał od­mó­wić wy­stępu przed ka­merą do czasu spro­sto­wa­nia tych da­nych.  – Mam dwa me­try i ani mi­li­me­tra wię­cej – mówił.

Korzystając po­bytu Bruno O’Yi, który był także pio­sen­ka­rzem w Ustrzykach Dolnych, Powiatowy Ośrodek Instrukcyjno – Metodyczny zor­ga­ni­zo­wał kilka jego re­ci­tali, w cza­sie któ­rych pu­blicz­ność ustrzycka, ale też w Sanoku i Solinie okla­ski­wała jego mo­no­logi i pio­senki śpie­wane przy akom­pa­nia­men­cie gi­tary. Impreza na za­koń­cze­nie zdjęć do filmu „Wilcze Echa” w Ustrzykach Dolnych od­była się na tam­tej­szych sta­dio­nie spor­to­wym – wspo­mina jedna z mieszkańców.

W sierp­niu zmie­niono ple­nery na gór­skie. Ekipa wy­je­chała do Ustrzyk Górnych. Sceny krę­cone m.in. a Połoninie Waryńskiej były du­żym wy­zwa­niem dla ekipy. Reżyser filmu – Aleksander Ści­bor – Rylski w jed­nym z wy­wia­dów, jesz­cze w Ustrzykach Dolnych mó­wił: – Wyobraża Pan so­bie ile nas bę­dzie kosz­to­wało trudu stwo­rze­nie na tym bez­lu­dziu bazy tech­nicz­nej? I na tej wy­so­ko­ści? – py­tał Jana Grygiela.

Jednak po­świę­ce­nie to było ko­nieczne do efektu fi­nal­nego, ja­kiego chciał re­ży­ser. – Chciałem stwo­rzyć ja­kiś pol­ski od­po­wied­nik we­sternu – z dy­na­miczną ak­cją, bra­wu­ro­wymi przy­go­dami, strze­la­nina, ga­lo­pa­dami koń­skimi i to wszystko na tle su­ro­wego biesz­czadz­kiego kra­jo­brazu – za­po­wia­dał re­ży­ser. Z pew­no­ścią mu się to udało!

Źró­dła:

  • Polski we­stern na biesz­czadz­kich po­ło­ni­nach, roz­mowa Jana Grygiela z Aleksandrem Ści­bo­rem – Rylskim, Widnokrąg, 31/1967
  • Bruno O’ya, Widnokrąg, 17/68
  • www.filmpolski.pl
  • forum.bieszczady.info.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>