Warto wiedzieć

Zdzisław Pękalski – mistrz z Hoczwi

Zdzisław Pękalski – mistrz z Hoczwi

Jezusek na­ma­lo­wany na świń­skim ko­rytku, cier­piący Chrystus na fu­try­nie z GS-u, Matka Boska z pod­ko­wami za­miast ko­rony spo­glą­da­jąca ze środka koń­skiego cho­monta… To wła­śnie ta­kie dzieła na kra­wę­dzi sa­crum i pro­fa­num  two­rzy je­den z naj­cie­kaw­szych biesz­czadz­kich ar­ty­stów — Zdzisław Pękalski.

Galerię, jak i sa­mego au­tora znaj­dziemy w Hoczwi. Jeśli po­ku­simy się by zło­żyć mu wi­zytę, z pew­no­ścią za­pa­mię­tamy ją na długo. Oprócz nie­sa­mo­wi­tych prac, oglą­da­nych przy bla­sku świec w mrocz­nej piw­nicy, po­słu­chamy też wy­jąt­ko­wych opo­wie­ści ar­ty­sty. Każde jego dzieło ma bo­wiem swoją hi­sto­rię wy­rytą w ma­te­riale, z któ­rego go stwo­rzono.

Coś z ni­czego
Powiedzenie „zro­bić coś z ni­czego” do­sko­nale pa­suje do prac Zdzisława Pękalskiego. Tworzy on bo­wiem na ma­te­ria­łach, które dla in­nych wy­da­wać by się mo­gły zu­peł­nie bez­u­ży­teczne. Nie gar­dzi ani świń­skim ko­ry­tem, de­ską wy­rzu­coną przez je­zioro, drzwiami od chle­wika, sta­rym bla­tem sto­ło­wym, czy przy­pa­lo­nym ka­wał­kiem drewna. W swo­ich dzie­łach wy­ko­rzy­stuje pod­kowy, koń­skie cho­monta, a na­wet wię­zienne kraty. Dosłownie wszystko może zo­stać czę­ścią nie­sa­mo­wi­tej rzeźby, czy ob­razu.
– Robię ina­czej niż wszy­scy — przy­znaje Zdzisław Pękalski. — Idę na ła­twi­znę. Gdy po­pa­trzę na ja­kiś ka­wa­łek drewna to wiem do­sko­nale czy cos z niego zro­bię, czy nie. Deska znisz­czona na swo­jej po­wierzchni przez różne ży­wioły ma te swoje piętna bar­dzo ma­low­ni­czo po­roz­sta­wia­nie. To jest dla mnie pod­po­wiedź. — pod­kre­śla.
Artyście z Hoczwi „pod­po­wia­dają” m.in. de­ski wy­ła­wiane z Jeziora Solińskiego — Ten anioł to de­ska z ja­kiejś za­to­pio­nej cha­łupy, która wie­lo­krot­nie wy­ude­rzana koń­cami o ka­mie­nie, uskrzy­dliła się. Tutaj jest słu­pek sta­jenny który wy­ta­rzał się po ka­mie­ni­stym dnie je­ziora — do­strze­głem w nim twarz Jezusa. Tu z ko­lei jest niecka. Ta chro­po­wa­tość po­wierzchni i te ubytki to ślad kon­taktu ze żwi­rami, pia­skami i ka­mie­niami. Zrobiłem na niej wła­sną in­ter­pre­ta­cję Całunu Turyńskiego. Nawet się dużo nie na­pra­co­wa­łem — po­ka­zuje go­spo­darz Galerii.
Jednym z naj­po­pu­lar­niej­szych jego dzieł — od kil­ku­na­stu lat wy­po­ży­czają je bo­wiem księża do Ciemnicy w Wielki Czwartek — jest umiesz­czony za kra­tami Chrystus. Aż trudno uwie­rzyć jaka jest jego ge­neza. — To fu­tryna z GS-u z kratą, za którą umie­ści­łem de­skę z twa­rzą Jezusa przez sie­bie na­ma­lo­wa­nego — przy­znaje ar­ty­sta.
Co jesz­cze zo­ba­czymy w Galerii? Jest Jezusek na­ma­lo­wany w ko­rytku, ikona Matki Boskiej ze spa­loną twa­rzą, św. Piotr z klu­czami na za­mknię­tych na sko­bel drzwiach od chle­wika, Maryja za­miesz­czona w koń­skim cho­mon­cie z ko­roną z pod­ków — na­zwana Matką Boską Furmańską, czy apo­sto­ło­wie na Ostatniej Wieczerzy, która po­wstała na bla­cie stołu ślu­sar­skiego.
Niektóre prace są po­nie­kąd re­li­kwiami. — Kiedy spło­nęła cer­kiew w Komańczy, na­wio­złem so­bie mnó­stwo drewna, w któ­rym póź­niej rzeź­bi­łem. Przecież ślady po­żaru to wła­ści­wie za­pis dra­matu jaki spo­tkał tą cer­kiew, a dzieła z tego drewna są w tej chwili re­li­kwiami nie­ist­nie­ją­cej świą­tyni. W tym drew­nie kryje się du­sza tej cer­kwi — zaznacza.

Tam anioł z dia­błem się brata
Co cie­kawe, w to­wa­rzy­stwie ikon oraz wi­ze­run­ków świę­tych, w Galerii pana Zdzisława znaj­duje się też sporo anio­łów i… dia­błów. Można so­bie na­wet zro­bić zdję­cie z wy­rzeź­bio­nymi skrzy­dłami lub ro­gami z otwo­rem na twarz.
Zarówno nie­ty­powe są­siedz­two, jak i fakt, że święci ma­lo­wani są na, wy­da­wać by się mo­gło, „nie­god­nych” ma­te­ria­łach, było ry­zy­kow­nym po­su­nię­ciem ze strony ar­ty­sty.
– Miałem nie­po­kój, ale po­wo­do­wała mną od­waga. Pomyślałem, a cze­muż nie mam prze­ła­mać tego ka­nonu świę­to­ści poj­mo­wa­nego w spo­sób tra­dy­cyjny? Przecież ko­rytko świń­skie a żło­bek be­tle­jem­ski to to samo — oba służą do kar­mie­nia zwie­rząt. Widziałem tu sym­bo­likę tego świę­tego ubó­stwa sta­jenki i to się obro­niło — wy­ja­śnia pan Pękalski.
Nie można mieć co do tego wąt­pli­wo­ści. W jego Galerii od­pra­wiane bo­wiem już były na­wet Msze Św., a wśród fa­nów twór­czo­ści biesz­czadz­kiego ar­ty­sty jest sam ar­cy­bi­skup Józef Michalik, który jest w po­sia­da­niu jego dzieł.
– Kiedy na­stał w ku­rii w Przemyślu, jako bi­skup a po­tem ar­cy­bi­skup zo­stał przy­wi­tany moją pracą Pantokratora — Chrystusa Nauczającego. Narysowałem go w sta­rej niecce wy­gry­zio­nej po my­szach. Nawet na brzu­chu Pan Jezus miał wy­gry­zioną dziurę. Dostał go w pre­zen­cie od księży, któ­rzy go wi­tali. Biskup tak za­fa­scy­no­wał się tym wi­ze­run­kiem że za­pra­gnął mnie po­znać. Później na­ma­lo­wa­łem mu także w ko­rytku jego pa­trona — Św. Józefa — opo­wiada pan Zdzisław.
Artysta ce­niony jest jed­nak nie tylko za rzeźby, gra­fiki i ma­lo­wi­dła. Pisze on także fraszki oraz wier­sze. Oto przy­kłady jego twórczości:

Fraszka

Przyszła śmierć do pi­jaka, po­pa­trzyła krzywo,
o mu­siała po­cze­kać aż skoń­czy pić piwo

 

Modlitwa do pa­tronki od kaca

Święta Bibiano
Właśnie wra­cam z biby
Na ta­kie biby
Chętnie wszy­scy szliby
Jak na po­rząd­nie
Spitego czło­wieka
Wiem że kac ciężki
Na ju­tro mnie czeka
Pobożne my­śli
Wysyłam ku Tobie
Bo je­steś pa­tronką w tej
Przykrej cho­ro­bie
I choć mnie tru­nek
W tej chwili prze­wraca
Bardzo Cię pro­szę
O lek­kiego kaca

Do ho­czew­skiej Galerii można przyjść, nie tylko by obej­rzeć prace Zdzisława Pękalskiego. Artysta or­ga­ni­zuje w niej także spo­tka­nia z mu­zyką oraz po­ezją, wie­czory ko­lęd, a na­wet sło­wiań­ską Wigilię przy świe­cach.
Nie tylko ta­lent, ale ser­decz­ność i otwar­tość ar­ty­sty z pew­no­ścią sprawi, że do ho­czew­skiej piw­nicy jesz­cze nie raz za­gląd­niemy. Bo „Pękshow”, jak żar­to­bliwe na­zy­wane są spo­tka­nia ze Zdzisławem Pękalskim, w Bieszczadach jest tylko jedno.

 

ZDZISŁAW PĘKALSKI
Ur. się w 1941 r. we Lwowie. Dzieciństwo spę­dził w Przemyślu. Wiedzę zdo­by­wał w Studium Nauczycielskim w Rzeszowie oraz Instytucie Wychowania Artystycznego na UMCS w Lublinie. Od 50 lat mieszka w Hoczwi, gdzie pra­co­wał jako na­uczy­ciel. Dziś jest na eme­ry­tu­rze i pro­wa­dzi au­tor­ską „Galerię w Piwnicy”, pi­sze wier­sze oraz fraszki. Więcej o Zdzisławie Pękalskim na: http://pekalski-gallery.com/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>