Warto wiedzieć

Bieszczadzkie wędrówki Karola Wojtyły

Bieszczadzkie wędrówki Karola Wojtyły

- Ilekroć mam moż­ność udać się w góry i po­dzi­wiać gór­skie kra­jo­brazy, dzię­kuję Bogu za ma­je­stat i piękno stwo­rzo­nego świata — mó­wił Karol Wojtyła, nie kry­jąc swo­jej ogrom­nej mi­ło­ści do tych wy­jąt­ko­wych wy­two­rów na­tury. Ukochał on także na­sze Bieszczady, które jesz­cze jako zwy­kły ka­płan prze­mie­rzył wzdłuż i wszerz. Na wier­chach i po­ło­ni­nach zo­sta­wił ka­wał serca, li­try potu i wiele wspo­mnień… Warto pójść w jego ślady!
Dziś o Janie Pawle II w Bieszczadach przy­po­mina przede wszyst­kim krzyż wień­czący Tarnicę — czyli naj­wyż­szy szczyt ich pol­skiego frag­mentu. Przyszły Papież od­wie­dził jed­nak o wiele wię­cej za­kąt­ków tego regionu.

Wędrówki pełne przy­gód
Karol Wojtyła, Bieszczady przy­wi­tał ma­jąc 32 lata, we wrze­śniu 1952 r. Przemierzył wtedy trasę z Komańczy, przez Prełuki, Duszatyn do Jeziorek Duszatyńskich i Chryszczatej. Młodemu ka­pła­nowi nie straszne były wszel­kie nie­wy­gody, nie każdy bo­wiem zde­cy­do­wałby się choćby na noc­leg w cia­snej (2 m kw.), opusz­czo­nej przy­droż­nej ka­pliczce, co miało miej­sce pod­czas tej eska­pady.
Zauroczenie Bieszczadami było mi­ło­ścią od pierw­szego wej­rze­nia, stąd też młody ka­płan nie wy­trzy­mał długo bez baj­ko­wych biesz­czadz­kich kra­jo­bra­zów i wró­cił tu za­le­d­wie rok póź­niej de­cy­du­jąc się na praw­dziwy gór­ski ma­ra­ton.
Wraz z grupą 17 osób po­ko­nał szcze­gól­nie ma­low­ni­czy, a za­ra­zem je­den z trud­niej­szych szla­ków, wio­dący z Ustrzyk Górnych przez Tarnicę, Halicz, Rozsypaniec i Wołosate, a da­lej przez Połoniny Caryńską i Wetlińską, na Smerek, Okrąglik, do Cisnej, kie­ru­jąc się przez Chryszczatą do od­wie­dzo­nych rok wcze­śniej Jeziorek Duszatyńskich.
Podczas tej wy­prawy miała miej­sce dość za­bawna sy­tu­acja, która wy­da­rzyła się w klasz­to­rze w Komańczy, gdzie grupa zde­cy­do­wała się prze­no­co­wać,
– Z prze­ka­zów wy­nika, że sio­stry za­pro­po­no­wały im noc­leg w drew­nia­nym bu­dynku go­spo­dar­czym, który peł­nił funk­cję wo­zowni. Spali na sło­mie, wraz ze swoim prze­wod­ni­kiem [Karolem Wojtyłą — przyp. red.]. Ten nie przy­znał się, że jest księ­dzem. Nie chciał swą osobą spra­wiać sio­strom kło­potu — wspo­mi­nała w jed­nym z wy­wia­dów na­za­re­tanka, sio­stra Bogumiła. Z in­nych źró­deł wy­nika, że sio­stry na­za­re­tanki, które nie do końca za­ufały przy­by­szom zwró­ciły uwagę Wojtyle, by nie pa­lili pa­pie­rów, bo mogą wy­wo­łać po­żar.
Inna aneg­dota wiąże się z ko­lei z wę­drówką w 1957 r. kiedy to Grupa Wujka (tak na­zy­wano Karola Wojtyłę) miała się spo­tkać z inną grupą tu­ry­stów. Z ra­cji tego, że była już ciemna noc, do spo­tka­nia nie do­szło, gdyż obie dru­żyny nie mo­gły się od­na­leźć. Nad ra­nem oka­zało się, że no­co­wali… nie­da­leko sie­bie.
Podczas tej sa­mej wy­prawy, Wojtyła prze­ko­nał się, że nad­mierne “udu­cho­wie­nie” nie za­wsze koń­czy się do­brze. W cza­sie jed­nego z dy­żu­rów, kiedy jako ba­zowy miał obo­wią­zek su­szyć mo­kre ubra­nia nad ogni­skiem, za­po­mniał się. Skutkiem czego były… spa­lone spodnie.
Na jed­nej z wę­dró­wek, Wojtyła od­pra­wił nie­ty­pową, bo kon­spi­ra­cyjną mszę świętą. Odbyła się ona w sta­nicy pa­trolu WOP, który za­trzy­mał i prze­no­co­wał tu­ry­stów. Liturgia od­była się przy za­sło­nię­tych oknach, by ich “go­spo­da­rze” się nie zo­rien­to­wali, kogo gosz­czą.
Szczególną wy­prawą była też ta z 1958 r., kiedy to za­my­ślony Wojtyła prze­mie­rzał biesz­czadz­kie szlaki sa­mot­nie. Przymierzano go wtedy do god­no­ści bi­skupa, co póź­niej miało miej­sce. Wysoka po­zy­cja w hie­rar­chii ko­ściel­nej nie miała jed­nak wpływu na jego pa­sję i na­wet jako bi­skup wciąż przy­jeż­dżał w Bieszczady.

Msza Św. w gó­rach
Można śmiało po­wie­dzieć, że Karol Wojtyła zwie­dził pod­kar­pac­kie góry wzdłuż i wszerz. Wydawać się może, że szcze­gólny sen­ty­ment miał do Połonin, Jeziorek Duszatyńskich, o któ­rych na­pi­sał na­wet wiersz (patrz ramka na dole), i tras w oko­li­cach Tarnicy. Nie za­bra­kło go też na Rawkach, Bukowym Berdzie, Otrycie, ale rów­nież w oko­li­cach Jeziora Solińskiego (Rajskie, Chrewt, Teleśnica Sanna, Ło­bo­zew).
Podczas każ­dej wy­cieczki, jego obo­wiąz­ko­wym “wy­po­sa­że­niem” był sprzęt li­tur­giczny, który za­wsze był przy­datny pod­czas nie­za­po­mnia­nych mszy świę­tych, od­pra­wia­nych w baj­ko­wych biesz­czadz­kich kra­jo­bra­zach.
Przyszły pa­pież, jak na cie­ka­wego świata przy­stało, miał też oka­zję prze­je­chać się biesz­czadzką ko­lejką wąskotorową.

Wizyta u Bieszczadzkiej Matki Bożej
Karol Wojtyła miał oka­zję przy­je­chać w Bieszczady także “służ­bowo”. W ta­kim cha­rak­te­rze, już jako kar­dy­nał i me­tro­po­lita kra­kow­ski w 1968 r. za­wi­tał do Ustrzyk Dolnych. Odwiedziny biesz­czadz­kiej sto­licy zwią­zane były z in­tro­ni­za­cją cu­dow­nej ikony ru­dec­kiej na oł­tarz ko­ścioła w Jasieniu (koło Ustrzyk Dolnych), który póź­niej stał się Bieszczadzkim Sanktuarium Maryjnym.
Skąd po­cho­dzący z ukra­iń­skich Rudek ob­raz zna­lazł się w Bieszczadach? Po za­koń­cze­niu II wojny świa­to­wej zo­stał w wiel­kiej kon­spi­ra­cji prze­wie­ziony z Rudek do Przemyśla, gdzie na­stęp­nie tra­fił do tzw. gór­nej ka­plicy Seminarium Duchownego. W 1968 r. bi­skup Ignacy Tokarczuk po­sta­no­wił prze­nieść ma­lo­wi­dło w Bieszczady, by jak twier­dził, oży­wić kult ma­ryjny na tej umę­czo­nej i od­ra­dza­ją­cej się du­chowo ziemi. Wybór padł na Jasień koło Ustrzyk Dolnych.
Ciekawostką jest, że w mo­men­cie, kiedy miało się od­być prze­ka­za­nie ob­razu, pro­ble­mem oka­zał się jego trans­port, bo­wiem nie było go któ­rędy przy­wieźć, gdyż wszyst­kie drogi były ob­sta­wione mi­li­cjan­tami. Wówczas po­ja­wił się po­mysł, aby ob­raz ukryć w fu­rze siana i ta­kim spo­so­bem prze­wieźć go do Ustrzyk Dolnych. Podczas trans­portu, który nad­zo­ro­wał ów­cze­sny pro­boszcz pa­ra­fii w Jasieniu, ks. Ryszard Mucha, wszystko było spraw­dzane, oprócz sa­mej fur­manki. Cudem ob­razu nie zna­le­ziono. Po do­tar­ciu na miej­sce (17 czerwca 1968 r.) siano zwa­lono z wozu, a ob­raz tra­fił do ko­ściel­nego Wojtasika, który ukry­wał go przez kil­ka­na­ście dni, aż do mo­mentu przy­jazdu kar­dy­nała Karola Wojtyły (6 lipca 1968 r.), w któ­rego obec­no­ści od­była się uro­czy­sta in­tro­ni­za­cja ob­razu. Wydarzenie to zgro­ma­dziło tłumy osób, był ogromny od­pust. Do Jasienia szły piel­grzymki przez kilka dni, lu­dzie spali po sto­do­łach, do­mach, by­leby tylko być świad­kami tego wy­da­rze­nia.
–Dziś na tych prze­pięk­nych, a do­tąd pu­stych ścia­nach gó­rzy­stych Bieszczadów umiesz­czono cu­downy ob­raz Najświętszej Matki, aby kró­lo­wała na bu­dzą­cej się do lep­szego ży­cia biesz­czadz­kiej ziemi — po­wie­dział po za­koń­cze­niu uro­czy­sto­ści in­sta­la­cji ob­razu kar­dy­nał Wojtyła.
Oryginalny ob­raz, który póź­niej był okre­ślany mia­nem Matki Bożej Pani Bieszczadzkiej zo­stał skra­dziony z Jasienia przez nie­zna­nych spraw­ców i do dziś uzna­wany jest za za­gi­niony. W jego miej­scu znaj­duje się wierna ko­pia, po­świę­cona przez abp. Józefa Michalika.

Jeszcze raz zo­ba­czyć szczyty…
Wizyta w Ustrzykach była pra­wie ostat­nią w Bieszczadach. Prawie, bo­wiem już jako Papież, Karol Wojtyła miał jesz­cze oka­zję na­cie­szyć oczy biesz­czadz­kimi kra­jo­bra­zami, tyle że… z okien he­li­kop­tera. Było to 26 lat temu (9 czerwca 1997 r.), kiedy to w dro­dze z Krakowa do Krosna, jego śmi­gło­wiec skie­ro­wał zbo­czył z pier­wot­nie wy­zna­czo­nej trasy. Widać serce wciąż cią­gnęło go Bieszczady…

  • W tek­ście wy­ko­rzy­stano frag­menty książki “Bieszczadzkimi i be­skidz­kimi śla­dami Karola Wojtyły”, au­tor­stwa Andrzeja Potockiego.

Nie za­po­mnę ni­gdy tych je­zio­rek, co za­sko­czyły nas po dro­dze jak gdyby dwie cy­sterny nie­zgłę­bio­nego snu.Spał me­tal zmie­szany z od­bla­skiem ja­snej sierp­nio­wej nocy Księżyca jed­nak nie było. Nagle, gdy tak sta­li­śmy wpa­trzeni– tego nie za­po­mnę do końca ży­cia– gdzieś spo­nad na­szych głów do­szło wy­raźne wo­ła­nie. Było ono zresztą po­dobne do za­wo­dze­nia ra­czej lub jęk uczy też może na­wet do kwilenia.Wszyscy wstrzy­mali od­dech. Nie było wia­domo, czy woła człowiek,czy też za­wo­dzi spóź­niony ptak. Ten sam głos po­wtó­rzył się raz jeszcze,wówczas chłopcy zde­cy­do­wali się odkrzyknąć.Przez ci­chy uśpiony las przez noc biesz­czadzką szedł sygnał.Jeśli to czło­wiek — mógł go usłyszeć.Jednakże tam­ten głos już nie ode­zwał się więcej”.

  • Wspomnienie Jeziorek Duszatyńskich w to­mie Karola Wojtyły pt. “Przed skle­pem ju­bi­lera” z 1960 roku.

Szlak pa­pie­ski sprzed 60 lat (5 — 8.08.1953 r.):
USTRZYKI GÓRNEROZSYPANIEC
Czas przej­ścia: w górę: 7.35 h; w dół: 6.30 h
WIDOKI:

ATRAKCYJNOŚĆ:
ZATŁOCZENIE:
TRUDNOŚĆ:

 

USTRZYKI GÓRNECISNA
Czas przej­ścia: w górę: 15.10 h; w dół: 15.05 h
WIDOKI:

ATRAKCYJNOŚĆ:
ZATŁOCZENIE:
TRUDNOŚĆ:

 

CISNA – KOMAŃCZA
Czas przej­ścia: w górę: 9.25 h; w dół: 8.45 h
WIDOKI:

ATRAKCYJNOŚĆ:
ZATŁOCZENIE:
TRUDNOŚĆ:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>